sobota, 20 grudnia 2025

Rumunia - góry Godeanu i Retezat - październik 2022 - dzień 4

 19 PAŹDZIERNIKA 2022 - ŚRODA - DZIEŃ 4

Gosia miała plan. Wstać na wschód słońca. Ale nie taki normalny, żeby wyjść przed chatkę i popatrzeć. Miała plan obejrzeć wchód słońca z Gugu. 🙂

Nikt więcej nie zapałał miłością do tego pomysłu i wcześnie rano, a właściwie w nocy, z odchudzonym nieco plecakiem, ruszyła z powrotem na Gugu. Jedyne 600 m podejścia i 3,5 km. 🧐

Pogoda kolejny dzień nie zawodzi. 



Poranna gra świateł. Oświetlone stoki i cień wielkiej góry...



Pięknie oświetlony grzbiet, którym wczoraj podchodziliśmy na Gugu.


Czas na powrót. 


Podczas gdy Gosia zdobywa Gugu reszta ekipy pakuje się w swoim tempie i ruszamy w dół. Opuszczamy góry Godeanu. Dzisiaj w planie mamy soczysty dzień, a Gosia dołożyła sobie ekstra trzy godziny marszu. Ma nas dogonić po drodze. 

Zaczyna się ciekawie. Ekipa się rozlazła. Szukając zagubionego Leszka, spotykam wracającą Gosię. Na dnie doliny odnajdujemy się wszyscy i możemy razem ruszyć dalej. 


Niestety, żeby przeskoczyć w góry Retezatu musimy stracić sporo wysokości. W połowie dnia, mamy jeszcze przed sobą prawie 1200 m podejścia.


Na dnie doliny pomiędzy wielkimi pasmami Godeanu i Retezatu.


Leszek łapie kontuzję i odpuszcza dzisiejsze podejście na Retezat. Idzie doliną w kierunku Poiana Pelegii. Jutro mamy się ponownie spotkać w górach. 

Przed nami Retezat. Zanim zaczniemy podejście idziemy wzdłuż Gura Apelor, sztucznego zbiornika wodnego. W tle widzimy góry Godeanu, po których jeszcze niedawno wędrowaliśmy.


Chwila oddechu przed podejściem.


Na stokach nie brakuje drzew liściastych. Kolory przypominają, że jesteśmy tutaj jesienią. 

Ciśniemy zygzakiem stromo pod górę. Pogoda się zmienia. Już zapomnieliśmy jak wyglądają chmury. Powyżej granicy lasu zaczęło dodatkowo mocno wiać.

W Retezacie wolno spać tylko w wyznaczonych miejscach, więc idziemy na z góry upatrzoną miejscówkę nad kolejnym jeziorem. 

Jeszcze tylko strome zejście do kotła i jesteśmy nad jeziorkiem Zănoaga Mare. Bardzo tu ładnie, ale wieje tak, że marzymy o tym żeby się gdzieś schować i zmęczenie pod koniec dnia daje w kość.

Mamy szczęście, nie musimy rozstawiać namiotów, schron Salvamontu jest otwarty i mamy luksusową miejscówkę na nocleg. 

Śpimy na poddaszu z odgłosami wiatru, który próbuje porwać nasz domek.

C.D.N.

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:

Rumunia - góry Godeanu i Retezat - październik 2022 - dzień 3

 18 PAŹDZIERNIKA 2022 - WTOREK - DZIEŃ 3

Jezioro Scărișoara, przepiękne miejsce w górach Godeanu na prawie 2000 m. To tutaj spędziliśmy noc i przepiękny poranek. 

Pogoda jest wymarzona. Bezchmurne niebo i słońce, które rozświetla zbocze górujące nad jeziorem.

To będzie kolejny słoneczny i ciepły dzień, chociaż noc była zimna. 


Cień powoli znika. Słońce ponownie otula całą krainę.


Słoneczny relaks zanim wyruszymy w kolejną wędrówkę.

Przed nami ponownie wiele kilometrów po wielkich rumuńskich połoninach. Mamy je tylko dla siebie, od dwóch dni nie spotykamy żadnych ludzi. 


Jedyne oznaki cywilizacji to sterczące daleko w dolinie kominy zakłucające porządek tego górskiego świata. 

Trawiasty bezmiar z dala od wszystkiego. 

Krótkie spodenki, podkoszulki, taki typowy październik w wysokich górach. Nikt się nie spodziewał, że wrócimy opaleni jak z wakacji nad morzem.

Te wielkie trawiaste kopuły robią wrażenie za każdym razem gdy pojawia się kolejna góra. O ile grzbiet jest raczej łagodny, tak zbocza potrafią być urwiste.

Wydeptanych ścieżek jest niewiele. Każdy wybiera swoją drogę w tej trawiastej krainie.


 Z Moraru (2279 m) roztaczają się piękne widoki na okolicę. 
 

Opuszczamy główną grań Godeanu. 

Zbocza tych gór potrafią być niezwykle malownicze.



Przed nami Gugu (2291 m), najwyższy szczyt gór Godeanu. Podejście z tej strony nie jest zbyt uczęszczane, ścieżki praktycznie brak.

Kasia z Jackiem szczytują jako pierwsi. 😉 


Szczyt. W około góry po horyzont. Tylko my i przestrzeń. Uwielbiam te uczucie i ta swoboda której brakuje mi w Polsce.


Czas schodzić ze szczytu. 


Słońce coraz niżej. Nasze cienie fantazyjnie pełzną po zboczach.

Dzień się zbliża ku końcowi i my kończymy wędrówkę po Godeanu, chociaż będzie pewien wyjątek o którym w kolejnej części.

Schodzimy coraz niżej i tuż przed zachodem słońca jesteśmy w schronie pod Gugu. Ciekawa kamienno-drewniana konstrukcja, w sam raz na nasz nocleg. 

Koniec kolejnego pięknego dnia...

C.D.N.

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:

Rumunia - góry Godeanu i Retezat - październik 2022 - dzień 2

 17 PAŹDZIERNIKA 2022 - PONIEDZIAŁEK - DZIEŃ 2

Jest druga połowa października, śpimy na prawie 2000 m więc upału nocą nie było. Kilka stopni na minusie. 

Wychodzę na wschód słońca. Jest pięknie. Pogoda ciągle idealna.


Namiot mamy lekko oszroniony.


Magiczne chwile gdy stoki zaczynają lizać pierwsze promienie słońca.


Chodzimy po okolicy i podziwiamy ten spektakl budzącego się dnia.

Nikomu woda z kałuży nie zaszkodziła więc jest dobrze. 🙂

Trochę gimnastyki i można ruszać dalej. 😉

Dzisiaj chcemy dojść do konkretnego miejsca na nocleg, malowniczego górskiego jeziora w kotle polodowcowym. Zobaczymy jak nam pójdzie.

Marsz bezkresnymi połoninami gdzie nie ma żywego ducha to niesamowite uczucie. Uwielbiam je. Uwielbiam się zagłębić w te niesamowite krajobrazy, pić wodę z napotkanego strumyka i iść dalej. Cały dzisiejszy dzień tak właśnie wyglądał. Niby nic się nie wydarzało. Wokoło tylko góry gdzie nie sięgnąć, ale przeżyć nie brakowało. 

Przejrzystość powietrza była świetna. Doskonale widać pasmo Parâng oddalone o ponad 50 km.

Nawet Fogarasze były widoczne, a do nich jest ponad 160 km. 🧐

Najwyższy szczyt gór Godeanu (Gugu 2291 m) coraz bliżej.

Piękne Godeanu w całej okazałości...

Noce są chłodne, ale środek dnia bardzo ciepły. Zaczyna doskwierać nam słońce. Wszyscy mamy ciepłe czapki, ale nikt nie wziął kapelusza. 😋



Pogoda i widoki mieliśmy niesamowite.

W końcu nie brakowało również wody. Budowa geologiczna się zmieniła i pojawiły się na naszej drodze strumyczki i źródła. Można było do woli gasić pragnienie i pluskać się w wodzie. Szybka kąpiel działa cuda.

Na północnych stokach gdzieniegdzie leżą małe płaty śniegu. Marsz tymi zacienionymi zboczami przynosił ulgę. 

Potęga gór. Człowiek przy ich ogromie czuje się jak mróweczka.

Nastaje złota wieczorna pora. Słońce jest już nisko, a wszystko otulone jest miękkim ciepłym światłem.


Na horyzoncie dostrzegamy jakieś odległe góry. Po powrocie, analizując zdjęcia i teren okazuje się, że jest to pasmo Starej Planiny leżące w Bułgarii, oddalone jedynie o 206 km!!!


Ostatnie promienie słońca obserwujemy na górze Micușa (2162 m).



Jeziorko już widać, ale to jeszcze kawałek drogi. O zmroku docieramy do celu. Magiczne miejsce.

Jesteśmy zmęczeni. Jest już ciemno i robi się zimno. Każdy chowa się w ciepły śpiwór. Kolejny dzień dobiega końca.

C.D.N. 

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu: