poniedziałek, 31 marca 2025

Północna Norwegia - lato 2022 - część 3

LOFOTY - 5 LIPCA 2022

Pogoda się zepsuła. Okoliczne szczyty zasnute chmurami. Nie pada, ale deszcz wisi w powietrzu. Mieliśmy wleźć na najwyższą górę w okolicy, ale nie wiem czy coś z tego będzie, zobaczymy. Wejście dla samego wejścia nie ma sensu.

Spakowani ruszamy dalej. Ciągle w górę. Deszcz wkrótce przypomina, że te chmury to tak na poważnie. Czasami coś widać, a czasami nic. Nikła nadzieja na jakąś poprawę pryska, zmieniamy plany. 

Schodzimy do najbliższej zatoki. Pada, nie pada, pada, nie pada, tak wygląda dzisiejszy dzień. Dobrze, że nie leje. Deszcz jest co najwyżej umiarkowany.

Tracimy nasze zdobyte 550 m nad poziomem oceanu. Teren nie jest łatwy. Nie ma urwisk, ale skakanie po kamieniach daje w kość. Niżej trafiało się nawet jakieś karłowate drzewko. 

Pogoda była łaskawa i nad brzegiem zatoki dała nam zjeść w spokoju. Okolica raczej dzika, ale w oddali stoi jakaś prywatna chata. Na wodzie buja się jacht. Zapada decyzja co robimy dalej. Niżej już zejść się nie da, to idziemy pod górę. 

Wspinamy się. Na mapie mamy tu ścieżkę, w terenie jest ona znikoma. Im wyżej tym piękniejszy widok na zatokę otoczoną górami. Coś tam popaduje z nieba.

Przed nami wodospad, chodź nie do końca. Woda po prostu sobie spływa po skale w dużych ilościach. Wygląda bardzo malowniczo. To już kolejna wodna atrakcja tego dnia. 

Wędrując po norweskich górach doszedłem do wniosku, że w Norwegii jest więcej wodospadów niż Norwegów. Pamiętam swój pierwszy zachwyt nad jakąś "przeciętną" kaskadą. Kolejny wodospad i kolejne ohy i ahy. Trzydziesty piąty już nie powodował większych emocji, "o fajny, idziemy dalej". Oczywiście bywają wodospady wybitne, które zawsze robią wrażenie. Generalnie po norweskich wędrówkach poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko.

Ciekawe jest to, jak efekt skali wpływa na oceny atrakcji turystycznych. "Wodospadzik" na który tutaj nikt specjalnie nie zwraca uwagi, w Polsce byłby rezerwatem i biletowaną atrakcją. 

Na wysokości 250 metrów docieramy do jeziora. Wieje i pada. Rozbijamy tymczasowo namiot, aby przeczekać. Jest krzywo jak cholera, ale to nic, przecież zaraz ruszamy dalej. Obok szumi woda, oczywiście kolejny wodospad. Jest już popołudnie i ogarnia nas jakieś rozleniwienie. Nawet nam się nie chciało poprawiać namiotu przed snem.

C.D.N. 

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:

Północna Norwegia - lato 2022 - część 2

BODØ-LOFOTY - 4 LIPCA 2022

Zapowiada się kolejny piękny dzień. Spało się bardzo dobrze. Ja z reguły dobrze sypiam, a biała noc w niczym mi nie przeszkadzała. 

Nie mamy czasu na zwiedzanie Bodø. Nawet nie wiem czy jest tu coś ciekawego do zobaczenia. Musimy znaleźć kartusz z gazem, kupić jakieś żarcie i lecimy na prom.

Na przystani czeka już trochę ludzi. Są turyści piesi i rowerowi. Chwila rozmowy i dowiadujemy się, że dla pieszych i rowerów prom jest bezpłatny. Bardzo miło, kilka groszy więcej w portfelu. 

Płyniemy do Moskenes. Prawie 100 km promem po oceanie. Pogoda jest piękna. Od dwóch tygodni na Lofotach panuje rzadko tu spotykany ciąg pogodnych i wręcz upalnych dni. Temperatury dochodziły do 30°C, a jesteśmy wyżej niż leży Islandia. Niestety prognozy mówią, że ta ciepła aura już się kończy. 

Na promie jest dużo ludzi. Lofoty stały się bardzo popularne turystycznie. Czas minął bardzo przyjemnie. Wylegiwaliśmy się na nagrzanym pokładzie. Widzialność była dobra i można było podziwiać góry w oddali.

Po około trzech godzinach zbliżamy się do archipelagu. Lofoty już z daleka robią wrażenie. Strzeliste góry wyrastające z morza. Najwyższy szczyt ma "raptem" 1146 m i w warunkach polskich, góra o takiej wysokości, nie robi jakiegoś dużego wrażenia, ale tutaj startujemy od zera, od poziomu oceanu.  

Jesteśmy na Lofotach. Kilka kilometrów od Moskenes leży ostatnia miejscowość do której można dojechać autem, ma ładną nazwę - Å. Jak ostatnia litera norweskiego alfabetu.

Idziemy szosą. Mijają nas kampery, autokary, rowerzyści obładowani sakwami. Co chwilę na poboczu drogi widzimy tabliczki - "No camping". Przesyt ruchem turystycznym dotarł i na daleką północ. Z jednej strony nie lubię tłocznych miejsc, a z drugiej strony duża ilość turystów jest nam na rękę. Będzie się łatwiej łapać autostop. 

Jest bardzo malowniczo. Ludzkie siedziby wciśnięte w skaliste wybrzeże. Kiedyś ludzie tutaj żyli z połowów, teraz żyją z turystów.

Docieramy do "Å". Obowiązkowa fotka przy tablicy wjazdowej. Zapewne ścisła czołówka najbardziej fotografowanych znaków w Norwegii. 🙂

Na końcu miejscowości jest duży parking, a dalej widokowy cypel. Aż się prosi by rozbić tu namiot, niestety teraz już nie wolno. Są ładne tablice z pokazanymi strefami zakazu biwakowania. Głównie bliskie tereny dróg i miejscowości. Uroki popularności turystycznej.

Spoglądając z cypla widać, że wyspa się jeszcze nie kończy. W głowie tli się myśl by iść dalej górami, na sam koniec. Może kiedyś...

Wędrówka górska nas nie ominie, ale najpierw wracamy kawałek szosą. Kręcimy się po zaułkach i przystaniach. 

Wkrótce opuszczamy asfalt. Skręcamy na szlak biegnący na najwyższą górę w okolicy. Zaczyna się wspinaczka. Ścieżka jest malownicza i momentami trzeba się pogimnastykować. Był nawet odcinek z łańcuchami.

Dzień zbliża się powoli ku końcowi, oczywiście tylko umownie. Po zrobieniu 250 m podejścia znajdujemy fajne miejsce na nocleg. Jest sporo po 22.00, ale tutaj nie ma to wielkiego znaczenia. Miejsce jest przepiękne. Jeziora, widok na ocean, wodospady. Taka tam typowa Norwegia... Czas na sen.

 C.D.N.

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:

poniedziałek, 24 marca 2025

Północna Norwegia - lato 2022 - część 1

Północ. Zawsze mnie pociągał ten kierunek. Ciepłe południowe krainy nigdy nie były dla mnie specjalnie atrakcyjne. Zdecydowanie wolę chłód niż gorąc. 

To był 2022 rok. W tamtym czasie nie byłem jeszcze na dalszej północy, ani na południu Europy. Do tej pory wędrowałem głównie po Karpatach. Polskich, ukraińskich i rumuńskich. Moja Gosia  z kolei była już wtedy niezłym obieżyświatem i to jej zawdzięczam impuls do ruszenia gdzieś dalej.

Pracowaliśmy wtedy w Norwegii i każdą wolną chwilę staraliśmy się wykorzystywać na wędrówce po tych pięknych terenach. Mając ponad tydzień wolnego, trzeciego lipca 2022 roku, ruszyliśmy na północ kraju. 


Po niecałych trzech godzinach lotu z Oslo i 850 km na północ byliśmy w Bodø. Mój pierwszy raz za kołem podbiegunowym. Było późne letnie popołudnie i dzień był pogodny. Na horyzoncie góry. Górskie widoki zawsze powodowały u mnie szybsze bicie serca i chęć ruszenia w teren. 


Jutro ruszamy promem na Lofoty. Szukamy miejsca na nocleg i rozbijamy namiot na miejskim skwerku. Przez najbliższy tydzień słowo "noc" wypadło z naszego słownika. Zmierzch nie zapada, nie robi się wieczorny chłód. Nie mam żadnego problemu ze snem, jedynie samoloty nad głowami zakłócają nocleg. 


C.D.N.

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu: