poniedziałek, 31 marca 2025

Północna Norwegia - lato 2022 - część 2

BODØ-LOFOTY - 4 LIPCA 2022

Zapowiada się kolejny piękny dzień. Spało się bardzo dobrze. Ja z reguły dobrze sypiam, a biała noc w niczym mi nie przeszkadzała. 

Nie mamy czasu na zwiedzanie Bodø. Nawet nie wiem czy jest tu coś ciekawego do zobaczenia. Musimy znaleźć kartusz z gazem, kupić jakieś żarcie i lecimy na prom.

Na przystani czeka już trochę ludzi. Są turyści piesi i rowerowi. Chwila rozmowy i dowiadujemy się, że dla pieszych i rowerów prom jest bezpłatny. Bardzo miło, kilka groszy więcej w portfelu. 

Płyniemy do Moskenes. Prawie 100 km promem po oceanie. Pogoda jest piękna. Od dwóch tygodni na Lofotach panuje rzadko tu spotykany ciąg pogodnych i wręcz upalnych dni. Temperatury dochodziły do 30°C, a jesteśmy wyżej niż leży Islandia. Niestety prognozy mówią, że ta ciepła aura już się kończy. 

Na promie jest dużo ludzi. Lofoty stały się bardzo popularne turystycznie. Czas minął bardzo przyjemnie. Wylegiwaliśmy się na nagrzanym pokładzie. Widzialność była dobra i można było podziwiać góry w oddali.

Po około trzech godzinach zbliżamy się do archipelagu. Lofoty już z daleka robią wrażenie. Strzeliste góry wyrastające z morza. Najwyższy szczyt ma "raptem" 1146 m i w warunkach polskich, góra o takiej wysokości, nie robi jakiegoś dużego wrażenia, ale tutaj startujemy od zera, od poziomu oceanu.  

Jesteśmy na Lofotach. Kilka kilometrów od Moskenes leży ostatnia miejscowość do której można dojechać autem, ma ładną nazwę - Å. Jak ostatnia litera norweskiego alfabetu.

Idziemy szosą. Mijają nas kampery, autokary, rowerzyści obładowani sakwami. Co chwilę na poboczu drogi widzimy tabliczki - "No camping". Przesyt ruchem turystycznym dotarł i na daleką północ. Z jednej strony nie lubię tłocznych miejsc, a z drugiej strony duża ilość turystów jest nam na rękę. Będzie się łatwiej łapać autostop. 

Jest bardzo malowniczo. Ludzkie siedziby wciśnięte w skaliste wybrzeże. Kiedyś ludzie tutaj żyli z połowów, teraz żyją z turystów.

Docieramy do "Å". Obowiązkowa fotka przy tablicy wjazdowej. Zapewne ścisła czołówka najbardziej fotografowanych znaków w Norwegii. 🙂

Na końcu miejscowości jest duży parking, a dalej widokowy cypel. Aż się prosi by rozbić tu namiot, niestety teraz już nie wolno. Są ładne tablice z pokazanymi strefami zakazu biwakowania. Głównie bliskie tereny dróg i miejscowości. Uroki popularności turystycznej.

Spoglądając z cypla widać, że wyspa się jeszcze nie kończy. W głowie tli się myśl by iść dalej górami, na sam koniec. Może kiedyś...

Wędrówka górska nas nie ominie, ale najpierw wracamy kawałek szosą. Kręcimy się po zaułkach i przystaniach. 

Wkrótce opuszczamy asfalt. Skręcamy na szlak biegnący na najwyższą górę w okolicy. Zaczyna się wspinaczka. Ścieżka jest malownicza i momentami trzeba się pogimnastykować. Był nawet odcinek z łańcuchami.

Dzień zbliża się powoli ku końcowi, oczywiście tylko umownie. Po zrobieniu 250 m podejścia znajdujemy fajne miejsce na nocleg. Jest sporo po 22.00, ale tutaj nie ma to wielkiego znaczenia. Miejsce jest przepiękne. Jeziora, widok na ocean, wodospady. Taka tam typowa Norwegia... Czas na sen.

 C.D.N.

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz