Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2022 - Hardangervidda - Norwegia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2022 - Hardangervidda - Norwegia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 maja 2025

Norwegia - Hardangervidda i nie tylko... - lato 2022 - podsumowanie

 To była piękna przygoda i niesamowite przeżycia. Pogoda sprawiła, że można było się delektować przyrodą bez ograniczeń.

Z materiału foto/video zazwyczaj staram się zmontować film wspominający tamte chwile. Zapraszam do oglądania.

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:


środa, 7 maja 2025

Norwegia - Hardangervidda i nie tylko... - lato 2022 - dzień 6

Dzień 6 - 3 września 2022

Poranek...

Niedaleko miejsca gdzie spaliśmy rozpoczyna się jedna z bardziej malowniczych dróg w Norwegii - Aurlandsfjellet. Stara droga łącząca miejscowości Aurland i Lærdal, 48 kilometrów przez góry i do zrobienia ponad 1300 metrów w pionie. Otwarta w 1967 roku i czynna tylko w sezonie letnim, nie na darmo ma też inną nazwę - Snøvegen (Śnieżna Droga). 

Gdy oddano do użytku Lærdalstunnelen, czyli obecnie najdłuższy tunel na ziemi, droga przez góry dostała dużo szybszą i prostszą alternatywę.  Stara trasa została atrakcją turystyczną.

Właśnie od drogi Aurlandsfjellet zaczynamy kolejny dzień. Wczoraj przejechaliśmy tunel, a dzisiaj wracamy się górami.

Droga jest kręta, wąska i malownicza. 

W najwyższej części jest wiele miejsc postojowych, kampery z chęcią to wykorzystują. 

Końcowy fragment drogi opada do fiordu. Nie zjeżdżamy na dół, stajemy przy punkcie widokowym na zatokę. Dobre miejsce na biwak, kilka namiotów jest rozstawionych.

Zawracamy i wracamy tą samą drogą przez góry.

Kolejny przystanek to Lærdal, bardzo malownicze miasteczko. Krótki spacer i ruszamy dalej. 

Na naszej drodze jest jeszcze jedna malownicza trasa. Z widokiem na najwyższe norweskie pasmo Jotunheimen. 

Obszar ten obfituje również w norweskie domy porośnięte trawą. Bardzo fajnie się to komponuje w przyrodzie.

Czas już wracać w niższe rejony. Po drodze miajmy Vang, to stąd pochodzi nasza Świątynia Wang, najstarszy drewniany kościół w Polsce.

Dzisiaj jeszcze nie dotrzemy do celu. Ostatnią noc śpimy w namiocie na przydrożnym parkingu. Jutro pozostanie już tylko monotonna jazda.

Sześć dni. Miks wędrówki i zwiedzania objazdowego. Pogoda lepsza być nie mogła. Głowa pełna niezapomnianych przeżyć, baterie górskiej nostalgii naładowane na jakiś czas. 😄

Do zobaczenia na kolejnym naszym wyjeździe.

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:

poniedziałek, 28 kwietnia 2025

Norwegia - Hardangervidda i nie tylko... - lato 2022 - dzień 5

Dzień 5 - 2 września 2022

Pogoda jest monotonna, ale nie martwi nas to w ogóle. Co prawda mamy już pierwsze objawy "morda solare", ale jesteśmy w stanie się poświęcić. 😉

Poranek był słoneczny, potem przyszły mgły. 

Do auta mamy jeszcze około godziny drogi. Ostatni odcinek to prosta ścieżka nad jeziorem, bez większych wyzwań. 

Początkowo klimat był mroczny i mglisty, w końcu niebieskie niebo ponownie zagościło na tapecie.

Daleko za nami otwiera się widok na lodowiec. Fajnie było widzieć go z bliska.

Dotarliśmy do auta. Jakiś pająk chyba mieszka w naszym lusterku. Przez chwilę auto stoi bez ruchu i już trzeba mu niszczyć pajęczynę. 

To koniec trekkingu, ale nie koniec wyjazdu. Nie wracamy najkrótszą drogą do celu. Drogę powrotną robimy naokoło przez malownicze rejony Norwegii, a atrakcji jest tu pod dostatkiem. Góry, góry, wodospad, tunel, fjord, tunel, wodospad, góry, góry, góry... taka tam mieszanka.


Pierwszy postój mamy przy popularnym i niesamowitym wodospadzie Vøringfossen. 182 metry spadającej wody, a to dopiero 83 wodospad pod względem wielkości w Norwegii. Nie przepadam za takimi popularnymi, zatłoczonymi miejscami, ale warto zobaczyć. Robi wrażenie.

Później był... kolejny wodospad. Jedynie siedemdziesięciometrowy. O nazwie Skjervsfossen. Warto skorzystać przy nim z toalety. Siedząc na muszli, można podziwiać potok, który za chwilę będzie wodospadem i pokontemplować.

Popołudniu dojeżdżamy do Flåm, kolejnego turystycznego miejsca. Miejscowość nad fjordem, otoczona górami i końcowy przystanek kolei. Teraz jest tu pusto. Nie wiem czy to zasługa późniejszego popołudnia, czy tego że to już wrzesień.

Za Flåm wjeżdżamy w najdłuższy tunel drogowy na świecie, Lærdalstunnelen - 24,5 km monotonnej jazdy. Po drodze jest kilka miejsc postojowych o ciekawych różnych barwach światła. 

Dzień już się kończy. Mijamy Lærdal i nad fjordem parkujemy auto i stawiamy namiot.

Na parkingu nie jesteśmy sami, są inni turyści, w większości kampery. Nie przeszkadzamy sobie. Kolejny piękny dzień się kończy, tym razem z widokiem na góry i ich odbicie w wodzie. 


C.D.N.

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:

wtorek, 22 kwietnia 2025

Norwegia - Hardangervidda i nie tylko... - lato 2022 - dzień 4

Dzień 4 - 1 września 2022

To już wrzesień. Na zewnątrz wciąż mamy piękną pogodę. Poranne mgły urozmaicają początek dnia. Najpierw nie widać nic, by po chwili powiedzieć "wow", gdy widok na okolicę się otworzy.


Śniadanie zagryzione porcją jagodowych borówek. Możemy ruszać dalej.


Docieramy do zalewu Sysenvatnet. Poziom wody nie jest wysoki, ale i tak jest pięknie.


Robimy krótką przerwę, która przeistacza się w dłuższą sjestę. Odkryliśmy duże złoże maliny morożki. Morożki rosną pojedynczo, więc szybko się tego nie zbiera. Zebraliśmy po kubku i można się delektować.


Wartki polodowcowy potok staje nam ponownie na drodze. Nie musimy moczyć stóp, kolejny most ułatwia sprawę. Postawili go w wąskim gardle, gdzie woda spada z impetem. Dookoła rozpylona mgiełka w powietrzu. Czuć moc.


Krajobraz łagodnieje. Dolina się rozszerza, stoki już nie są takie strome.


W oddali mijamy bezobsługowy schron DNT Kjeldebu. Można opłacić członkostwo i dostaje się klucz do sieci chatek DNT (to taki norweski PTTK). Jest to kwota 835 NOK (292 zł) na rok i ma się dostęp do prawie 600 schronów. Dostępne jest również dla obcokrajowców. Wyposażenie tych schronów jest bardzo fajne.


Nie mogło zabraknąć moczenia nóg w pięknych okolicznościach przyrody. 😉


Jeziora, potoki, trawa, kamienie... krok za krokiem.


Ostatnia góra przed nami o wzroście ponad 1300 m i już widzimy jezioro od którego zaczynaliśmy. Do auta zostało kilka kilometrów, ale dzień się kończy i nie chce nam się już cisnąć naprzód. Jutro sobie dojdziemy na spokojnie, a tymczasem mamy fajny biwak z widokiem.


Słońce schodzi coraz niżej. Piękny złoty wieczór i totalna cisza.


Zapowiada się kolejna piękna noc. Po północy wychodzę z namiotu porobić zdjęcia. Jest piękne gwiaździste niebo. Stawiam statyw i robię fotki na długim czasie. Nocne niebo jest magiczne. Tym razem do uwiecznionych gwiazd doszła zorza polarna. Gołym okiem jej nie zauważyłem, ale na zdjęciach już ją widać. 😀


Powrót do śpiwora i spać.


C.D.N.

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:

piątek, 18 kwietnia 2025

Norwegia - Hardangervidda i nie tylko... - lato 2022 - dzień 3

Dzień 3 - 31 sierpnia 2022

Wita nas bajkowy poranek. Górskie zbocza toną w słonecznych pomarańczach. Na niebie błękit. Coś pięknego.

Nie spieszymy się. Spokojne śniadanie, woda na herbatę metr od namiotu. Nie trzeba daleko szukać. 😀

Do tej pory szliśmy na północny zachód, dzisiaj zmieniamy kierunek, skręcamy na południe. Będziemy szli wzdłuż krawędzi lodowca. 

Teren robi się jeszcze bardziej górski. Więcej podejść, więcej kamieni, więcej potoków i doszły duże połacie wiecznego śniegu. Krajobrazowo jest jeszcze piękniej.

Czasami skubiemy jagody, czasami trafią się maliny morożki (molte). Bażynę czarną możemy zbierać litrami, rośnie wszędzie. Nie jest zbyt smaczna tak na surowo. 

Na naszym szlaku nie ma tłoku. Pod koniec poprzedniego dnia minęliśmy dwójkę turystów. Ścieżki przez pola śniegowe są niewielkie, ale wystarczające by wiedzieć gdzie iść i nie błądzić.

Najwyższy punkt dzisiejszego dnia i całej trasy to przełęcz około 1450 m n.p.m. Ten fragment trasy był zdecydowanie bardziej górski. Jeszcze stromiej, jeszcze więcej gimnastyki.

Czasami otwierają się widoki na jęzory lodowcowe. Popękane pola lodowe opadające w dolinę, wypluwają tony wody o niesamowitym lazurowym kolorze. Pierwszy raz widzę coś takiego. Nigdy dotąd nie byłem tak blisko lodowca. Wrażenia niezapomniane.

Teren się powoli zmienia, łagodnieje. Surowy górski krajobraz zamienia się w szeroką dolinę pełną zielonych traw.

Środkiem meandruje lazurowy polodowcowy potok. Wkrótce go przekraczamy, bez mostu byłoby krucho.

Rozglądamy się za miejscem na namiot. Dzień się kończy, 16 km za nami. Lodowiec został z tyłu. Powoli obieramy kierunek do punktu startu. Może uda się dojść jutro, a może nie, zobaczymy.    

 

C.D.N.

Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu: