20 PAŹDZIERNIKA 2022 - CZWARTEK - DZIEŃ 5
Spałem mocno pomimo silnego wiatru, który szarpał naszym schronieniem. Zmęczenie zwyciężyło.
Poranek jest już dużo spokojniejszy, choć chmur na niebie nie brakuje. Powoli się rozpogadza.
Chatka jest przytulna. Na dole jadalnia, na górze sypialnia.
Powoli chmury się rozwiewają i nad jeziorem Zănoaga Mare pojawiają się oświetlone stoki.
Zapowiada się kolejny piękny dzień, choć wczoraj zupełnie się na to nie zapowiadało.
Kocioł Jeziora Zănoaga Mare jest malowniczy. Na brzegu, wśród skał, stoi schron Salvamontu. To taki rumuński GOPR.
Dzisiaj w planach mamy krótką trasę, raptem kilka kilometrów, ale będzie to wymagający marsz. Zaczynają się skaliste tereny.
Ruszyliśmy dalej. W dole, na brzegu jeziora, widać ruinę przyklejoną do skałki. Zapewne stara chatka pasterzy. Wczoraj też takie mijaliśmy po drodze.
Zdobywamy wysokość. Otwiera się widok na kocioł i góry Godeanu. Widać też Gugu.
Teren staje się coraz bardziej surowy. Kamieni coraz więcej, trawy coraz mniej.
Jest słonecznie ale chłodno. Pierwszy raz jesteśmy ubrani bardziej zimowo.
Do przełęczy już niedaleko...
Przełęcz Judele (2370 m). Czas na odpoczynek. Otwierają się nowe widoki. Widać najwyższą Peleagę (2509 m) i nasz dzisiejszy cel - jezioro Bucura.
Od przełęczy mamy nowych towarzyszy podróży. Dwa włochate zwierzaki na czterech łapach szukają dla siebie towarzystwa.
Stojąc na przełęczy rzuca się w oczy górujący szczyt Judele (2398 m). Nie jest on daleko więc Gosia, korzystając z naszej sjesty, postanawia go zdobyć.
Górka wygląda całkiem groźnie...
Czas schodzić na dół. Przed nami widok na serce Retezatu.
Teren nie jest łatwy. Często trzeba sobie pomagać rękami. Skakanie z dużym plecakiem po tych skalnych polach jest wolne i męczące. Psy ruszają z nami i dają sobie lepiej radę po tych kamieniach ode mnie. 😆
Niby kilka kilometrów, ale daje w kość.
Docieramy do jeziora Bucura. Schron jest zajęty przez innych turystów, więc stawiamy namioty. Mamy osobistego wartownika koło naszego biwaku.
Nad jeziorem Bucura mamy się ponownie spotkać z Leszkiem, który przyszedł tu łatwiejszą drogą.
Dotarł tutaj przed nami, zostawił plecak z kartką i poszedł na Peleagę. W plecaku miał niespodziankę... 😃
Pod koniec dnia Gosia również wybrała się na Peleagę. Kolejna noc w górach...C.D.N.
Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu: