niedziela, 21 grudnia 2025

Rumunia - góry Godeanu i Retezat - październik 2022 - dzień 6

21 PAŹDZIERNIKA 2022 - PIĄTEK - DZIEŃ 6


Budzimy się o świcie. Pogoda nas nie zawodzi i wstaje kolejny piękny dzień. Pieski nocowały w pobliżu naszego namiotu.


To ostatni dzień naszej wyprawy spędzony w górach i każdy z naszej ekipy ma inne plany. Ja i Gosia zbieramy się dosyć wcześnie, chcemy dzisiaj zdobyć jeszcze jedną górę.


Schodzimy w dół na Poiana Pelegii, gdzie stoi nasze auto. Psy nie odstępują nas na krok. Szkoda mi ich strasznie. Wygląda na to, że nie mają się gdzie podziać i szukają swojego miejsca na ziemi, a nie wiedzą, że my im tego nie damy. 😕



Zostawiamy plecaki w aucie i już na lekko chcemy jeszcze zdobyć Custurę. Pieski oczywiście idą za nami. Nie dają się przekonać do zostania.

Ponownie zdobywamy przełęcz Plaiul Mic (1879 m) od której zaczynaliśmy wyjazd.



Na przełęczy odbijamy w stronę Custury.


Trudno wymarzyć sobie lepszą pogodę. Robi się naprawdę ciepło. Trochę martwimy się o psy. Nie chcą zrezygnować, a nie mamy dla nich wody.



Ze stoków Custury pięknie widać góry Godeanu.


Po drodze psy dopadają płat śniegu i rzucają się do jedzenia. Chociaż tak mogą się napić.


Wyżej i wyżej...




Zdobywamy szczyt. Warto było. Widoki są obłędne.




Pieski przyjmują pozycję horyzontalną.


W tym samym czasie gdy my siedzimy na Custurze, Kasia z Jackiem siedzieli na Peleadze. Nawet widać ich sylwetki na zdjęciu zrobionym na dużym zoomie.


Oczywiście nie zabrakło Fogaraszy w oddali. Widzialność jest bardzo dobra.


Jeszcze kilka fotek, chwila relaksu i czas schodzić.




Ostatnie spojrzenia na niekończące się pasma górskie...


Spotykamy się wszyscy przy aucie. Czeka nas powrót stromą leśną drogą. Powinno być nieco łatwiej, w końcu będzie z górki i w ciągu dnia.

Opuszamy Polanę Pelegii. Zawiedzione pieski zostają z tyłu. Nie chciałem się z nimi wiązać emocjonalnie, ale zawsze coś kłuje w serduszku w takich momentach.

A propos psów, pamiętajcie by nie zabierać kóz w góry Retezatu. 😉


Udaje się dojechać do zalewu Gura Apelor bez większych problemów. Nie była to szybka jazda, ale poszło w miarę sprawnie. Zbliża się powoli wieczór.


Znajdujemy sobie miejsce na ostatni biwak. Było ognisko i kiełbaski z zapasów.


Kończy się nasz wyjazd. Pozostał powrót do Polski.
Pogoda była wymarzona, góry piękne, widoki nieziemskie, ludzi prawie wcale...

Przeszliśmy po górach prawie 80 km. Niektórzy z nas zrobili więcej, wchodząc na dodatkowe szczyty.
Podejść i zejść wyszło ponad 4,5 km. Poniżej mapa z naszą trasą.


KONIEC


Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz