16 PAŹDZIERNIKA 2022 - NIEDZIELA - DZIEŃ 1
Mroźny niedzielny poranek. Na termometrze -2°C, w nocy pewnie było nieco chłodniej. Nad nami błękitne niebo i oświetlone słońcem stoki Retezatu. Pogoda zapowiada się rewelacyjnie. Możemy się rozejrzeć po okolicy, w nocy nie było na to czasu i warunków. Nieopodal stoją inne namioty, po ciemku ich nie widzieliśmy.
Śniadanie, składanie namiotów i wracamy do auta. Musimy przepakować plecaki. Ruszamy na wiele dni w góry. Lekko nie będzie, tym bardziej, że mam ciężki namiot. Lekki nie wytrzymał naszej aktywności i wylądował w reklamacji.
Jesteśmy gotowi. Udało się wczoraj wjechać na 1600 m, więc mamy już jakąś wysokość. Ruszamy w kierunku Małego Retezatu i przełęczy Plaiul Mic (1879 m). Jak to zwykle bywa, pierwsze kroki są ciężkie. Ciało jeszcze nie przestawione w tryb wędrówki i plecak pełny.
Las się kończy i zaczyna być coś widać, a to co się pojawia robi wrażenie. Góry Retezatu na tle błękitnego nieba.
Udało się wdrapać te 300 m do góry i jesteśmy na przełęczy. Udziela nam się atmosfera sjesty. Słońce świeci, widoki takie, że można tu zostać, leżeć i nigdzie się nie ruszać.
Jeszcze krótki marsz wśród kosówki i lądujemy na bezkresnej połoninie. Przed nami wielkie pasmo Godeanu, tam właśnie idziemy, a po prawej widok na cały Retezat.
Jeden z postojów wypadł nad małym jeziorkiem. Siedzimy i wrzucamy coś na ruszt oglądając widoki. W pewnym momencie słyszymy jakiś dźwięk... Nasłuchujemy i... za górki pojawiają się goście...
Stadko koni postanowiło się napoić w jeziorku. Zobaczyły nas, zwolniły tempa i nieśmiało zaczęły podchodzić.
Trzymały się raczej z daleka i na tle Retezatu wyglądały niezwykle malowniczo. Pojedyncze sztuki były ciekawskie i podchodziły zainteresowane co my tam konsumujemy. Jeden był wręcz namolny i trzeba było być stanowczym.
Zostawiamy nasze stadko nad jeziorkiem, góry na nas czekają.
Góry jak to góry, czasami trzeba stracić sporo wysokości, żeby zaraz wchodzić jeszcze wyżej.
Marsz, odpoczynek, sesje foto... i tak toczy się dzień.
Mijamy charakterystyczną górę Piatra Iorgovanului (2014 m), która zamyka Mały Retezat. Zaczyna się Godeanu. Dzień się powoli kończy i rozglądamy się za miejscem na biwak.
Za Piatrą Iorgovanului była paska i rozległa przełęcz. Stała na niej pasterska buda, ale nie nadawała się na nocleg. Szukamy wody. Po chwili dociera do nas, że jesteśmy w terenie lekko krasowym i będzie problem z wodą.
Idziemy dalej, przeskoczyć jeszcze jedną górę. Kolejna przełęcz i podobna historia, wody niet.
Na schodzenie wieluset metrów w dół i szukanie wody nie bardzo mamy ochotę. Siły na dalszy marsz po zmroku tym bardziej. Pozostaje trzecia opcja - na naszej przełęczy jest duża mętna kałuża. Całe szczęście, że Kasia i Jacek zabrali ze sobą filtr do wody. Mamy nadzieję, że przefiltrowanie i przegotowanie nie spowoduje żadnych rewolucji.
Wieczorna herbata nie należała do tych najpyszniejszych, ale nie było też tak źle. 🙂
Napojeni i najedzeni zalegamy w śpiworach. Nad nami morze gwiazd. Śpimy na 1930 m n.p.m. W około tylko góry...
C.D.N.
Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:



















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz