To była jesień 2022 roku. Po miesiącach spędzonych w Norwegii zatęskniłem za Karpatami. Norweskie góry są niezwykłe i niesamowicie malownicze, ale przychodzi czas, że ma się ochotę na karpackie lasy i bezkresne połoniny.
Rzucone wśród znajomych hasło: "RUMUNIA", trafiło na podatny grunt. No to jedziemy, tylko gdzie? Chcemy zobaczyć góry Godeanu i Retezat, ale jest połowa października i możemy trafić już na zimę, w końcu to ponad 2000 m n.p.m. No nic, będzie spontanicznie, jesteśmy gotowi zmienić plany, ale prognozy pogody są optymistyczne, więc liczymy na to, że wszystko się uda.
14 PAŹDZIERNIKA 2022 - PIĄTEK
Wyruszyliśmy. Piątkowe popołudnie po pracy, nas pięcioro i pięć pękatych plecaków w nie za dużym aucie. Gdyby nie box dachowy nie mielibyśmy szans pomieścić wszystkich naszych klamotów. W planach na dziś mamy dojechać do południowej granicy i przenocować w terenie. Zachód słońca jest o tej porze roku przed godziną 18.00, więc na miejsce dojedziemy już sporo po zmroku.
Pole biwakowe Stasiana - to tutaj zostajemy na noc. Pole jest puste, mamy cały teren dla siebie, chłodna jesienna noc nie zachęca innych do biwakowania. Rozbijamy namioty i pod wiatą szykujemy wieczorną ucztę. Dzisiaj są moje urodziny, więc smakołyków nie brakowało. Najlepszym prezentem był wyjazd w rumuńskie góry. 🙂
15 PAŹDZIERNIKA 2022 - SOBOTA
Poranek w Stasiana. Chłodna noc i jesień w powietrzu.
Ruszamy dalej. Przed nami jeszcze spory kawałek do przejechania. Słowacja... Węgry... Rumunia... Góry Godeanu i Retezat leżą w południowej części Karpat, więc trzeba też przejechać sporą część Rumunii.
Mijając góry Apuseni, widzimy szczyty ponad 1800 m bez grama śniegu. Optymistyczny widok.
Zanim dojechaliśmy do Retezatu słońce schowało się już za górami. Mamy ambitny plan, chcemy wyjechać ile się da w głąb gór. Nasze auto dalekie jest od terenówki, a informacje o drodze, która na nas czeka, są sprzeczne. No nic trzeba próbować.
Wjeżdżamy w dolinę. Jedziemy przez górskie wioski, pod kołami całkiem fajny asfalt. Droga pnie się ciągle pod górę. Kończą się wioski, powoli kończy się i fajny asfalt. Zaczyna się utwardzona droga wijąca się serpentynami do góry. Na drodze nie brakuje głazów, które lubią sobie spaść na drogę. Trzeba być ostrożnym i gotowym na slalomy.
Udało się dojechać do tamy na Gura Apelor, ale to dopiero początek wyzwania. Za tamą kończy się utwardzona nawierzchnia, a zaczyna dwudziestokilometrowy podjazd leśną górską drogą, prawie 600 m do góry.
Początkowo jest całkiem OK. Szybko się jechać nie da, ale jazda jest płynna. Im dalej w las tym więcej niespodzianek. Pojawiają się wielkie kałuże o nieznanej głębokości. Droga pnie się coraz stromiej, dziur coraz więcej i coraz więcej rebusów: "którą stronę drogi wybrać".
Na ostatnich kilometrach to już była zabawa na całego. Strome podjazdy, na których nie można stanąć, bo się nie ruszy, a nie wiadomo, którędy jechać. Kilka razy musieliśmy opuszczać auto i pchać, by opony złapały przyczepność.
Ostatnie kilkaset metrów przeszliśmy pieszo. Kierowca na "lekko" dojechał do celu. Dzięki Jacku, że nas dowiozłeś. 🙂
Jesteśmy na Poiana Pelegii, głęboko i wysoko w górach. Uff, udało się. Oprócz naszego auta na parkingu stoi kilka innych zwykłych osobówek, więc nie tylko my wspinaliśmy się tu bez napędu 4x4. Przejechanie ostatnich dwudziestu kilometrów zajęło nam tylko trzy godziny jazdy. 🙃
Jeszcze dobrze nie ruszyliśmy w góry, a już kupa wrażeń za nami. Ciekawe czy po tych trzech latach droga wciąż wygląda podobnie, czy coś się zmieniło. 🤔
Jest już późno. Czas jakoś zleciał. Na polu biwakowym stawiamy nasze domki.
Przy chylącej się do ziemi wiacie wrzucamy coś na ząb i popijamy czym tam mamy.
Zmęczenie daje znać o sobie, a jutro trzeba mieć siłę na stromizny z garbem na plecach. Księżyc i rozgwieżdżone niebo nad nami dają nadzieję na ładny dzień.
Czas do śpiworów...
C.D.N.
Moimi opowieściami i doświadczeniem dzielę się z Wami bezpłatnie. Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć można to zrobić tu:








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz