KVALØYA - 10 LIPCA 2022
Trochę pospaliśmy. Za oknem namiotu rozgrywa się spektakl mglisto-chmurny. Niskie chmury przewalają się po okolicy i nad nami. W końcu mgła nas pochłania, a my ruszamy w tej mgle w drogę powrotną.
Schodząc niżej mgła się rozwiewa. Dzień jest bardzo przyjemny i pogodny. W Tromviku jeszcze chwilę siedzimy na niewielkiej plaży i czas łapać stopa powrotnego w kierunku Tromsø.
Nie czekamy długo. Miejscowi nas zabierają i wysadzają przed Tromsø. Mamy jeszcze półtora dnia do samolotu. Chcemy zdobyć jeszcze jedną górę, Kjølen, o wysokości 790 m. Plecaki na plecy i do góry.
Tego dnia chmury niezwykle urozmaicały widoki. Ocean był nimi przykryty, przewalały się przez przełęcze. Coś pięknego.
Docieramy na szczyt. Stoi tu jakaś instalacja, zapewne telekomunikacyjna i jest schron turystyczny. Bardzo przyjemny, nieduży pokoik ze stołem i ławkami. Dało by się tu spać, ale mamy inne plany.
Widoki są piękne. Widać najwyższe pasma wyspy Kvaløya, widać Tromsø, widać masę innych gór w około i widać naszą górę na której byliśmy jeszcze dzisiaj.
Jest już wieczór, słońce jest nisko. Chmur jest sporo, ale czasami gdzieś promienie słońca wyskoczą i oświetlą jakiś teren.
Czas już schodzić. Skracamy drogę na przełaj, przez głazowiska i duże pola śniegowe. W oddali drogę przecina nam samotny renifer. Nie zwraca na nas uwagi, dostojnym krokiem poszedł w swoim kierunku.
Czas już rozbić namiot. Jest już po 23.00 gdy stawiamy nasz domek i szykujemy się do spoczynku. Słońce liże malowniczo okoliczne góry. Nasza ostatnia "noc" na północy. Miałem ze sobą latarkę, ale przeleżała cały wyjazd nieużywana.
KVALØYA-TROMSØ - 11 LIPCA 2022
To już ostatni dzień. Pozostało nam zejść do Tromsø.
Na przedmieściach spotykamy grupkę reniferów. Chodzą sobie wśród zabudowy i skubią kwiatki. To był mój pierwszy raz gdy widziałem je z tak bliska i na tym wyjeździe w ogóle zobaczyłem je pierwszy raz.
Wieczorem odlatujemy do Oslo.
Wyjazd był niezwykły. Uwielbiam klimat północy. Szczególnie Norwegia z jej masą gór i fjordów robi niesamowite wrażenie. Pogoda dopisała. Pomimo sporej dawki deszczu, nie brakowało też słonecznych chwil. Przede wszystkim nawet jak padało to była jakaś widoczność. Najgorzej byśmy trafili gdyby nic nie było widać, bo wszystko było by spowite mgłą i chmurami. Z chęcią jeszcze wrócę w północne krainy.
Do następnej relacji. 😉














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz